Jak co dzień wstałam o godzinie 10:00. Przecież jest początek wakacji. Nie mam zamiaru rezygnować z odpoczynku, bo ciotka ubzdurała sobie, że mam jej pomagać w barze. Najchętniej to w ogóle bym tam nie szła, ale wujek powiedział, że jestem dorosła i, że powinnam pracować, a nie tylko leżeć dniami przy komputerze, a w nocy wychodzić na imprezy.
-Jennifer, chodź na dół! Oderwij te oczy od ekranu, bo Ci się wzrok popsuje! Ciocia i ja musimy z Tobą poważnie porozmawiać! - usłyszałam donośny krzyk z dołu. Przewróciłam oczami, bo wiedziałam czego będzie dotyczyć ta rozmowa.
- Zaraz! - krzyknęłam, z widoczną irytacją w głosie.
Zdjęłam ze swoich kolan laptopa i wstałam, poprawiając przy tym swoją czarną bluzę. Włożyłam na nagie stopy białe skarpetki i wyszłam z pokoju. Wlekąc się długim korytarzem i schodząc po schodach, przygotowywałam się psychicznie na rozmowę, która i tak nie miała sensu. Niestety musiałam wysłuchać kazania, a potem i tak wszystko co powiedzą, będę miała głęboko w dupie.
- Nareszcie jesteś, ile można czekać? - zaczął wujek, spoglądając na mnie z rosnącym gniewem, spowodowanym moją postawą.
- Długo. - odpowiedziałam złośliwie, siadając na kanapie. - Czego ode mnie chcecie, dzisiaj?
- Zapewne wiesz o czym, będzie ta rozmowa, bo przeprowadzaliśmy ją wiele razy. Tyle, że różnica będzie jedna.
- Czekam. - powiedziałam, udając ziewnięcie.
- Jak ty się do nas odzywasz? - krzyknął rozwścieczony wuj.
- Spokojnie, Forest. - odezwała się ciotka, po raz pierwszy kiedy weszłam, jednocześnie kładąc rękę na ramieniu wujka, próbując uspokoić swojego męża, który automatycznie się rozluźnił pod wpływem jej dotyku.
- Dobrze. Jennifer, masz dziewiętnaście lat. Jesteś już dorosła, powinnaś pomagać w domu i przynosić jakieś pieniądze lub pracować u cioci w barze, a zamiast tego całe dnie spędzasz w swoim pokoju przy komputerze, a w nocy wymykasz się na jakieś popieprzone imprezy! Chcemy Ci tylko powiedzieć, że jeżeli dalej tak będzie, to będziemy zmuszeniu wyrzucić Cię z domu.
- Co?! - krzyknęłam z niedowierzaniem. Wiedziałam, że wujek nie jest głupi, ale żeby grozić mi, że wyrzucą mnie z domu?
- To co słyszałaś, musisz się ustatkować. Nie możemy Cię wiecznie utrzymywać, bo nie jesteśmy żadnym bankomatem, z którego możesz brać pieniądze, kiedy Ci się podoba. - powiedziała spokojnie ciotka.
- Mówimy poważnie, Jen. Koniec z tym wszystkim.
Zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć do dziesięciu, próbując się uspokoić. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Otworzyłam oczy i posłałam wujostwu złowieszcze spojrzenie. Gdybym mogła zabijać wzrokiem, już dawno byliby martwi. Oparłam swoje łokcie na kolanach, splatając swoje palce razem.
- A, więc chcecie, żebym pracowała w barze? - powiedziałam złośliwie, gdyż w mojej głowie zrodził się plan.
- Tak i chcemy abyś zaczęła od poniedziałku. - powiedział wujek.
- Dobrze. - odpowiedziałam z przyklejonym uśmiechem.
- Cieszymy się, a teraz idź spać, bo jest już późno. - ucieszyła się ciocia, myśląc, że naprawdę jestem wesoła z tego, że zacznę pracować w barze.
- Dobrze, ciociu. - wstałam i poszłam na górę, nie racząc się nawet z nimi pożegnać.
Związałam włosy w niechlujnego koka, przed tym jak poszłam pod prysznic. Opłukałam się wodą i nalałam na dłoń, trochę żelu pod prysznic o zapachu lawendy. Kiedy dokładnie umyłam nim swoje nagie ciało, sięgnęłam po ręcznik, którym się okryłam i wyszłam z łazienki. Wytarłam się i założyłam czystą bieliznę. Ubrałam się we wcześniej wyjęty z szafy strój, którym była czarna luźna, bluzka z białymi napisami, czarne szorty i czarne conversy za kostkę. Wyszłam z łazienki, podchodząc do pudełka na biurku, wyjęłam z niego kilka kolczyków. Wszystkie były czarne i miały różne kształty. Jeden w pępku, w kształcie zwykłego koła. Cztery kolczyków do ucha. Trzy z nich, w połączeniu tworzyły "Jen", czyli skrót mojego imienia, a piąty to mała czarna gwiazdka. Ostatni kolczyk wylądował w moim języku. Od razu poczułam się pewniej uzupełniając swoje ciało, kolczykami. Dodawały mi one pewności siebie, chociaż - jak sądził mój chłopak - miałam jej dość w zanadrzu.
Właśnie mój chłopak - Kevin Wilson - brat mojej najlepszej przyjaciółki. Kruczoczarne włosy. Ciemnobrązowe, prawie czarne oczy. Miał 190 centymetrów wzrostu, i był ode mnie o 20 centymetrów wyższy, co sprawiało, że "uroczo" razem wyglądamy. Nie lubię określenia "uroczy" czy "słodki", wole raczej "gorący" albo "seksowny". Jest takim typowym bad boyem. Ma tatuaże, kolczyki, pije, pali, jara, ćpa, imprezuje, ale nie przeszkadza mi to, bo robię to samo. Pasujemy do siebie w tej sprawie, bo żadne nie robi kazań drugiemu i daje wolną rękę, żeby się zabawił.
Moja przyjaciółka - Emma Wilson - niegdyś grzeczna dziewczynka, zepsuta przeze mnie i przez swojego brata. Ale chyba nie przeszkadza jej to zbytnio, bo jest wolna, szczęśliwsza i ma te same priorytety co ja, czyli dobra zabawa. Jest bardzo podobna do swojego brata. To czyni ich zgranym rodzeństwem, a ja bardzo się cieszę, że mam takich przyjaciół.
Zeszłam na dół, dosłownie tylko po to, żeby zabrać z tacy na kluczyki, czarną skórzaną torebkę i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Kierowałam się właśnie na najbliższy przystanek autobusowy, na mojej ulicy, aby dojechać do tego przeklętego baru, w którym miałam spędzić całe wakacje, a nawet cały rok szkolny, gdyż skończyłam liceum, a na studia, jeszcze się nie wybieram.
Idąc chodnikiem, rozglądałam się z kimś znajomym, który mógłby mnie pocieszyć, albo odciągnąć mnie od pracy w barze, jednakże nikogo nie było. Nikogo oprócz grupki ludzi, pijących piwo na przystanku autobusowym, na który się kierowałam. Wywróciłam oczami będąc świadoma tego, że są już nieźle wstawieni - czyli to na pewno nie jest ich pierwsze piwo dzisiaj - i będą się do mnie przystawiać. Ja jednak umiałam się z nimi "dogadać". Po jakiś pięciu minutach jeden z chłopaków podszedł do mnie.
- Hej, kochanie. - powiedział lekko, ochrypłym głosem, przez który po moim ciele przeszły ciarki, chociaż nie dałam tego po sobie poznać. Postanowiłam się z nim trochę, pobawić.
- Hej. - uśmiechnęłam się kusząco, bo przecież to nie pierwszy raz kiedy robię coś takiego - Chcesz czegoś?
- Yhy. Chcę Ciebie. - szepnął mi do ucha. Kątem oka zobaczyłam, że zbliża się mój autobus, co było odpowiednim momentem na zakończenie mojej "rozmowy".
- To dobrze się składa. - przesunęłam palcem, po jego białej koszulce, wyczuwając pod materiałem, idealnie zarysowane mięśnie i abs. - Bo ja Ciebie nie. - walnęłam go w policzek z otwartej ręki, wyrywając się z ucisku i wskakując do autobusu, zajmując wolne miejsce.
- Jeszcze pożałujesz, suko! - chłopak, z miodowym odcieniem oczu, złapał się za zaczerwieniony policzek, odgrażając się. Zza szyby posłałam mu buziaka, na co jeszcze bardziej się wkurzył. Niestety nie mogłam się z niego ponabijać, gdyż autobus odjechał, a ja odwróciłam głowę na przednią szybę, czekając na mój przystanek.
Wysiadłam z pojazdu i ruszyłam do baru, po drugiej stronie ulicy. Zaczekałam na zielone światło, wystukując nogą rytm pierwszej piosenki jaka wpadła mi do głowy.Przeszłam przez pasy, przypatrując się czarnemu audi stojącego przed barem. Nie przejęłam się zbytnio, powiedzmy szczerze - olałam to. Wchodząc do baru, bez namysłu od razu skierowałam się na zaplecze. Kiedy tylko przekroczyłam próg, usłyszałam głos mojej ciotki.
- Jennifer! Nie sądziłam, że naprawdę przyjdziesz. - wyjrzała zza rogu szatni, używając swojego najbardziej piskliwego tonu.
Nieprawdopodobne? A jednak.
Przewróciłam oczami, na jej uwagę, chociaż mam ją głęboko w dupie. Przebrałam się w strój roboczy, który był dla mnie naszykowany wcześniej. Wyglądałam jak typowa kelnerka. Mała czarna, biały fartuszek i czarne szpilki? Boże, ciotka to jakaś maniaczka, czy co? Chociaż nie mam zamiaru w to wnikać. Opuściłam kantorek, poprawiając jednocześnie swoją sukienkę. Wyszłam na sale. Niby to jakiś mały barek, ale wygląda jak niezła restauracja Gordona Ramsay'a. Podeszłam do pierwszego stolika, odmawiając typową formułkę.
- Dzień dobry! Witam w restauracji "Sisters". Oto nasze karty. Może na początek chcieliby państwo coś do picia? - sztucznie się uśmiechnęłam i spojrzałam na klientów. Otworzyłam szeroko oczy i otworzyłam ze zdziwienia usta. Szybko jednak ukryłam oznaki słabości i wróciłam do mojego wymuszonego,a le i złowieszczego uśmiechu.
- Hej, kochanie. Tęskniłaś? - pyta facet, którego spoliczkowałam zanim dotarłam do pracy.
- Co ty.. co wy tu robicie? - zapytałam, mrużąc oczy.
- A czy to ważne? - wstał i złapał mnie za talię, pochylając się, próbując złożyć na moich ustach pocałunek. Na szczęście szybko się wyrwałam z jego uścisku.
- Moja propozycja brzmi, abyście stąd wyszli. - opieram się się rękami o krawędź stołu, lekko na niego napierając. Chłopak usiadł, ewidentnie lekceważąc moją prośbę.
- Ja nigdzie się nie wybieram, z resztą oni również. - wskazał głową na dwóch chłopaków, siedzących na przeciwko niego.
- Dobrze. A więc czego się niedojebańce napijecie? - wyjęłam z kieszonki fartuszka notatnik.
- Czemu tak niegrzecznie? Ja jestem dla Ciebie miły. - zrobił smutną minkę, typu "zbity piesek".
- Jak masz na imię? - wpadł mi do głowy kolejny zajebisty pomysł.
- Teraz lepiej. - odpowiada, a na jego twarzy ponownie widnieje wredny uśmieszek. - Justin.
- Mam pomysł, a ty go posłuchasz, hm? Może dostaniesz jakąś nagrodę. - przygryzłam wargę.
- Słucham Cię uważnie. - wstaje, a ja przemierzam go wzrokiem od góry do dołu.
Jego karmelowo blond włosy, postawione do góry. Jadąc w dół, spoglądam na jego piwne oczy, idealne rysy twarzy, kształtny nos, pełne usta. Jest ubrany w czarną koszulkę w dekoltem w serek i skórzaną kurtkę. Jego czarne jeansy, ledwo wiszą na biodrach. Buty, to zwykłe czarne trampki, pasujące do moich.
- Zrób zdjęcie, będzie na dłużej. - uśmiecha się sarkastycznie.
- Siedź cicho i chodź. - łapię go za koszulkę i ciągnę go w stronę wyjścia.
1 rozdział :)
Jeżeli przeczytałeś/aś, zostaw po sobie komentarz!
Zostałaś nominowana do LBA :)
OdpowiedzUsuńWięcej u mnie:
chcialamtylkoszczescia.blogspot.com