Wyciągnęłam go na powietrze, tylnymi drzwiami. Mój plan polegał na tym, żeby coś tam powiedzieć ciotce, że jest moim przyjacielem, że potrzebuje pomocy, a że wygląda podobnie jak ja, to może mi uwierzyć. Wtedy wyjdę stąd tak szybko, że nawet nikt się nie zorientuje, że tutaj przyszłam.
- Słuchaj y.. Justin? Teraz mnie posłuchasz, a może dostaniesz jakąś nagrodę. - przerwałam spoglądając przelotnie na jego usta, oblizując dolną wargę,a by go sprowokować. Widzę, że mi się udało, po tym jak bierze głęboki wdech. - pójdziesz ze mną do mojej ciotki i powiesz, że jesteś moim przyjacielem i niezwłocznie potrzebujesz pomocy, dobrze?
- Widzę, że niezła jesteś. A co jeśli się zgodzę, co będę z tego miał? - zbliżył się o krok.
- Nagrodę.
- Hm.. a jaką? - przygryzł dolna wargę.
- Dowiesz się później. - odpowiedziałam rysując palcem po jego mięśniach brzucha i klatce piersiowej.
- Mam nadzieję, że to będzie warte kłamania.
- Czuję, że to nie Twój pierwszy raz, mylę się?
- Widzę, że mamy ze sobą coś wspólnego. - złapał mnie za talię, przyciągając bliżej. - no to co? Idziemy na misję. - przybliżył swoją twarz do mojej. Myśli, że jest taki przystojny, gorący, a tak naprawdę jest pewnym siebie idiotą, który lubi mieć kontrole nad wszystkim. Chociaż szczerze? Ja nie jestem lepsza, też wszystko kontroluje albo olewam. Taka natura? Z resztą nie tylko ja tak robię.. Emma i Kevin też mają wszystko w dupie. Właśnie. Dawno się z nimi nie widziałam. Ale teraz nie mam czasu o tym myśleć, chcę się stąd po prostu wydostać.
- Po prostu chodź. - złapałam go za rękę, kierując do kuchni, w której powinna znajdować się ciocia. Nie myliłam się, stoi przy zlewie, myjąc garnki. Nigdy nie zrozumiem jak można niszczyć sobie paznokcie w takim czymś.
- Jen. Czy ty nie powinnaś być właśnie na sali? - pyta mnie kiedy do niech podchodzę, wycierając ręce w swój niebieski fartuch. Zmieniam swój uśmieszek, na minę, której każdy może mi pozazdrościć. Uśmiech zmienia się w smutek i łzy w oczach. Od dziecka byłam słabą aktorką i po prostu nikt, nigdy nie łapał czy udaję. Jak miałam 10 lat, to chciałam zostać aktorką, zapewne jak każda mała, szczęśliwa dziewczynka, która mam marzenia, które próbuje spełnić. Właśnie.. szczęśliwa.
- Tak, ale Justin przyjechał powiadomić mnie, że nasz przyjaciel miał wypadek i jest w szpitalu. Proszę mogę jechać, naprawdę mi zależy. Wrócę wieczorem. Proszę, naprawdę. - widzę współczucie w oczach ciotki, co oznacza, że już uwierzyła.
- Dobrze, ale wróć przed 19, dobrze?
I tak wrócę wcześniej, nie będę tyle siedzieć z tym dupkiem.
Z resztą, jeśli chcę zdążyć do pracy, nie mam wyboru.
- Obiecuję. - cmoknęłam ciocię w policzek i ruszyłam z chłopakiem w stronę szatni. Nie mam zamiaru się przebierać, ale zabiorę swój telefon.
- Wychodzimy? - uśmiecham się sztucznie do chłopaka, który bezwstydnie przenika wzrokiem moje ciało, na co przewróciłam oczami.
- Tak. Odwieść Cię?
- Nie mogę wrócić do domu, geniuszu. Forest może wrócić do domu wcześniej, to wtedy nie będzie miło.
Widać, że chwilę się zastanawia co powiedzieć, kiedy w końcu przemawia. - No to co robimy? - pyta, grzebiąc w kieszeni czarnych jeansów, z których chwilę później wyjmuję kluczyki.
- Może zastanowimy się nad Twoją nagrodą? - proponuje uwodzicielskim głosem.
- Kusząca propozycja, ale chcę Cię gdzieś zabrać. Gdzieś gdzie oboje się będziemy świetnie bawić. - opiera się o swój samochód, kiedy czeka, aż mu odpowiem. Zastanawiam się nad tym chwilę, ale dochodzę do wniosku, że i tak nie mam co robić. Mogłabym zadzwonić do Kevina i wyjść gdzieś, ale to nie ma sensu, bo cała jego rodzina wyjeżdża na tydzień na wakacje.
- I tak nie mam co robić do 18. - wzruszam beznamiętnie ramionami.
- A więc zapraszam. - otwiera drzwi do swojego czarnego audi, pokazując, żebym zrobiła to samo i wsiadła, co też zrobiłam.
Jedziemy w ciszy, przez dobrze znaną mi drogę naszego miasta, którym jest Startford. Jeżdżę nią codziennie do pracy. Do mojej prawdziwej pracy. Pracy do której chodzę prawie dzień dnia. Prawie codziennie to samo, ta sama rutyna, o której nikt nie wie.
- Masz pieprzyk na szyi. - moje rozmyślenia przerywa chłopak o karmelowych włosach, przez co odklejam się od okna.
- Wiem, mam lustro w domu. - odpowiadam, ciągle patrząc na mijające nas budynki.
- Jesteśmy prawie na miejscu. - jego ton jest taki.. formalny.
- Yhym. - nie zwracam uwagi na to co mówi, skupiając się na moim odbiciu w bocznym lusterku. Czarną szminkę, zastąpiła czerwona, którą musiałam się umalować usta, przed wejściem na salę restauracji ciotki.
- Wychodzisz, czy wracasz na pieszo? - pyta chłodnym tonem.
Odwracam się w stronę świecących napisów, chcąc się odezwać, ale rezygnuję zauważając nazwę Player. Przełykam głośno ślinę. Zamykam oczy, zaciskając szczękę.
- Proszę, zabierz mnie stąd. - mówię szeptem, a przez moje oczy przelatują wspomnienia. Wspomnienia, które powtarzają się ciągle i ciągle, i które przeżywam na nowo każdej nocy.
- Coś się stało? - widać, że w jego głosie jest jakiś cień troski.
- Odwieziesz mnie? Proszę Cię. Zabierz mnie stąd. - spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
Chciałam się stąd wynieść, znaleźć w zupełnie innym miejscu, z dala od tego co i tak było nieuniknione, ale mam chociaż pewność, że jestem z dala od miejsca gdzie wszystko się zaczęło. Od miejsca, gdzie mój nocny koszmar - od którego mogłam uciec chowając się pod łóżkiem z latarką i różową świnką przytulanką - stał się odległym wspomnieniem, do którego chciałabym wrócić. Czy ja tak dużo wymagam?
___________________________________________________________________________________